sobota, 11 kwietnia 2015

Nieokiełznana dzikość

Witajcie moi drodzy, dzisiaj mamy sobotę :D Nareszcie brak szkoły, hurra!
Jestem strasznie zmęczona po całym tygodniu szkoły, a dzisiejszy dzień spędziłam bardzo aktywnie. W domu nie siedziałam prawie wcale. No może wstałam dopiero o 10.00, ale bez przesady - codziennie zrywam się o 5.00 albo i lepiej, więc mam prawo odespać. Od razu po pobudce i śniadaniu wyciągnęłam rowerek i na trening siatkówki. Lubię ten sport i staram się uczyć jak najwięcej. Mam trochę nerwowe ruchy przy obronie dołem i bywa różnie... Za to zagrywka górą mi już wychodzi :)
Po siatce wzięłam modele, psa, piłkę i do poszłam do lasu. Pocykałam sporo fotek moim Sony Xperia Z3 Compact, a psisko się porządnie wylatało za piłką. Oj tak, Tora wróciła zziajana i cała mokra, ale za to szczęśliwa. Ona wprost kocha aportować i gdyby mogła, to robiłaby to całymi dniami, najlepiej w wodzie. Cieszę się, że mogę sprawić jej trochę radości przed wyjazdem na Mazury (tam to się dopiero nalata).




Aż się kurzy jak biegnie ;)





Tak wyglądała po powrocie do domu :) Zziajana na maxa 



Kocham kości <3



Po powrocie ze spaceru Tora otrzymała kość, a ja wsiadłam na rower i odwiedziłam moje obie babcie :)
Jutro prawdopodobnie będę jeździła konno, już się nie mogę doczekać :D
A teraz odniesienie do tytułu dzisiejszego posta - mój mustang Breeds of the World. Prawie wcale nie gości na blogu, a szkoda - to cudowny model, pełen dynamiki i niesamowitego uroku. Jest niewiele większy od Schleich, jednak ma o wiele więcej detali i lepszą anatomię. Ogólnie jest cudowny, ma wszystko to, co kocham w modelach - realizm, dynamikę oraz piękno. Za każdym razem, gdy patrzę na półkę pojawia mi się uśmiech na twarzy :) Konisko jest warte każdej złotówki wydanej na niego.













Dziki, nieokiełznany mustang. Nigdy nie był ujeżdżeny, nawet nie widział człowieka. Jego grzywa lśni w słońcu, a w oczach błyszczą iskry radości. Koń cieszy się każdą chwilą i szalonym galopem biegnie przed siebie...







Nie zawiodłam się na żywiczkach Breyera, mam zamiar jeszcze upolować Totilasa. Oby wypuścili więcej modeli z tej serii :)

W następnej sesji obiecuję wstawić trzeci rozdział opowiadania "Oczyma magicznych stworzeń ". Tyle czasu minęło, od kiedy zaczęłam go pisać.. Aż wstyd :/

Kilka fotek zapowiadających drugą część sesji i nowy rozdział :







Jest jeszcze taka jedna sprawa. Bardzo podobają mi się dwa konie Breyer 2015. Nie jestem pewna, którego z nich wybrać.



Picasso jest w świetnej pozie, ma też cudną maść. Coś mi jednak w nim zgrzyta w okolicach szyi oraz głowy. Jeżeli chodzi o głowy figurek to jest bardzo wybredna i moje modele muszą mieć takie, które są dla mnie perfect. Głowa Picasso kojarzy mi się z głową lipicana... Co jest dziwne.
Don't Look Twice jest idealna pod względem estetyki i anatomii. Zawsze chciałam mieć ten mold. Maść i poza też są spoko. Niby takie zwyczajne, a jednak urzekają :)

Z tych dwóch koni wygrywa chyba jednak Don't Look Twice. Picasso też ma "to coś ", więc pewnie też do mnie trafi.

Jeśli się uda to Lipstick będzie moja już 13 maja (imieniny).

Pozdrawiam serdecznie!




M.

sobota, 4 kwietnia 2015

Radosnych świąt!

Kochani, dzisiaj tak szybciutko. Chciałabym życzyć Wam rodzinnych, mile spędzonych świąt Wielkanocnych. Niech ten czas doda nam nieco nadziei i wiary we wszystko w naszym życiu.
Dzisiaj troszkę bazgrałam, oto efekty mojej pracy :






Rysowałam najprostszymi możliwymi technikami, zresztą miałam dość mało czasu (odrysowałam niestety Pogodynkę od monitora, inaczej bym się nie wyrobiła). 

Muszę się też pochwalić nowym plecakiem do szkoły (tak, wiem, że jest "inny", ale mi się taki spodobał - albo on albo żaden).  Jest duży - ma 33 litry i mnóstwo kieszonek (jest nawet taka trzymająca temperaturę) 





Na plecaku mamy las, skały, wodospad, niedźwiedzia, wilka i jelenia :)

No dobra, na koniach koniec macie okropną fotkę (oczy Wam wypłyną) z mojego dzisiejszego szaleństwa na huśtawce. Nie mogłam przestać się śmiać (nieważne dlaczego XD)




Jeszcze raz życzę wesołych świąt Wielkanocnych! 


Na razie! 





M.









piątek, 3 kwietnia 2015

Lepsze nastawienie

Pogoda zmienia się na lepsze i chyba dzięki temu czuję, że wraca mi dobry humor. Kilka dni temu byłam pesymistycznie nastawiona do wszystkiego i nie miałam ochoty z nikim rozmawiać, teraz jest nieco lepiej.. Mam nadzieję, że niedługo całkiem mi przejdzie. Zresztą nie mnie jednej udziela się ten nastrój :)
Ostatnio nie siedzę zbyt długo przy internecie i spędzam czas aktywnie. A to tenis, siatkówka, jazda konna. Maluję też pisanki, choć idzie mi to bardzo opornie i ciągle zmywam farbę, bo coś mi się nie podoba. Dzisiaj praktycznie cały dzień siedziałam w kuchni i robiłam sałatkę "wiosenną" i słynny włoski deser - panna cotta. Chyba mi za bardzo nie wyszedł, nie jestem dobrą kucharką i nie mam wielkiej chęci do gotowania. Czasem mnie tylko nachodzi ochota na pichcenie :)

Uwielbiam obserwować pączki na młodych drzewach :)

Książek nie czytałam od bardzo dawna dla własnej przyjemności, sama nie wiem czemu.. Ogółem jestem bardzo zacofana w czytelnictwie, jak patrzę czasem na wasze wpisy i ilości pozycji, które udało Wam się niemal pochłonąć.. Aż mi się wstyd od tego robi. Kiedyś (czyli tak w klasach 4-6 w podstawówce) czytałam non stop. Teraz odzwyczaiłam się, zresztą po prostu nie mam czasu. Nauka, sport, zajęcia dodatkowe.. Nie sposób się ze wszystkim wyrobić.

Muszę się mimo wszystko pochwalić - do przeczytanych książek zaliczam "Białego Kła". Nie jest to powieść, którą łatwo się czyta, o nie, nie, nie... Fabuła jest zawiła, a temat bardzo trudny i na pewno nie jest odpowiedni dla młodszych czytelników. Wam oczywiście polecam, bo książka jest bardzo dobrze napisana i według mnie to taki "klasyk" dla miłośników zwierząt.
Przepraszam za dużą liczbę powtórzeń i błędy językowe, nie mam po prostu siły już pisać... Zawsze, gdy wstawiam notkę jestem mega zmęczona po całym dniu, wcześniej zazwyczaj się nie wyrabiam. Do tego jeszcze piszę na telefonie, który est złośliwym trollem i ciągle muszę wszystko poprawiać, Ahhh :/

Koniec tego ględzenia i marudzenia, proszę bardzo, oto moje dzieło:



Tak, wiem jestem prawdziwą artystką :3 A tak na serio, to malowałam go przez około dziesięć minut, więc cudu nie oczekiwałam. Ważne, że wygląda w miarę znośnie.

Mam strasznie dużo wydatków w tym roku, a kasy kompletnie brak. Planuję kupić pierwsze ARki, a Breyer jak na złość wypuścił bardzo fajne modele.. Dochodzi jeszcze gekon i jego akcesoria, ubrania, toczek... Masakra :(
Dostałam ostatnio od rodziców sportową kurtkę, spódnicę ze skóry (takiej eko oczywiście) i co najlepsze - nowy rower. Tak, tak, uwielbiam jeździć na rowerze a mój stary góral był na mnie o wiele za mały.
Nauczyłam się na nim podstaw jazdy, złamałam rękę, a pewnego razu podczas szalonej gonitwy hamulec wbił mi się w nogę, gdy upadłam. Teraz mam bliznę na nodze. Byliśmy razem niepokonani, niczym Zorro i jego rumak. Najszybsi, najlepsi, zawsze pierwsi. Rower zastepował mi jazdę konną, może to właśnie dlatego tak lubiłam (i nadal lubię) kolarstwo. Gdybym nie marzyła o karierze weterynarza, pewnie poszłabym właśnie w kolarstwo górskie.
Wszystko fajnie, ale urosłam i rowerek trzeba było wymienić. Lubię jeździć po szosie, jak i po lesie, więc zdecydowałam się na model crossowy, czyli wszechstronny.



Top Model ^^



 Ma cieńsze opony, niż góral, więc jest szybszy na ulicy, mimo to bardzo dobrze sprawuje się w terenie. Jest delikatniejszy, lecz szybciej się na nim jeździ. Bardzo mi odpowiada męska rama, zawsze byłam do takiej przyzwyczajona.

Stary rower będzie dla siostry i niech jej dobrze służy (mam szczerą nadzieję, że obędzie się bez wypadków).

Zanim uzupełnię chciejlistę, wstawiam tutaj fotki moich wymarzonych Stablemates (źródło: www.breyerhorses.com)












Niektóre już widzę w wersji CM.. Ahhh, biedna świnka skarbonka :/


Udało  mi się wygrać konkurs na blogu: greenhillstable.bloog.pl. Nagrody przyszły kilka dni temu, a dokładnie: dwa siodła, napierśnik, podogonie, kantar z uwiązem i derka. W kopercie był też śliczny dyplom. Nie mam już siły rozpisywać się szczegółowo o wykonaniu poszczególnych elementów, powiem tylko, że wszystko jest bardzo estetyczne i przyjemne dla oka. To moje pierwsze skórzane akcesoria dla modeli i jestem z nich bardzo zadowolona.
Na klaczy MFT trochę źle leżą, bo ona jest bardzo chuda.















Ten zestaw ma iście wiosenne kolory :D 




Zdaję sobie sprawę, że wodze są za krótkie na klacz CollectA, a amazonka nie ma nóg w strzemionach. Miałam skostniałe palce i za nic nie mogłam dziewczyny usadzić dobrze w siodle. 

Ok, przyszła pora na zdjęcia konkursowe w trzech skalach.  Konkurs znajdziecie na blogu Kopytna Pasja. 

1. Little Bits


2. Classics 


3. Traditional 


Proszę o nie kopiowanie zdjęć. 


Kończę dzisiejszy wpis nowym cytatem, który poznałam: "Nie osiągnie nigdy championatu blasku, kto się wraz z koniem nie tarzał w piasku ". Niby proste, a jakie mądre :)

Tak wiem, że ta notka to jeden wielki misz-masz... 

Pozdrawiam! 




M.