W wakacje jest wbrew pozorom mnóstwo do zrobienia... I nie starcza czasu na pisanie na blogu!
Tak naprawdę to udzielam się praktycznie wszędzie poza blogiem i myślę, że najwyższy czas to zmienić. Już teraz kilka postów piszę na zapas, żeby mieć co publikować :)
Tymczasem zapraszam do zapoznania się z dwoma prawdziwymi perłami w mojej kolekcji (zamierzam dążyć, żeby kiedyś tego typu modele przeważały u mnie na półkach... ale do tego długa droga... Chyba, że sprzedam wszystkie poza nimi :P).
Pierwsza AR w skali Traditional, którą miałam okazję przywitać u siebie to Jadakiss dłuta Katyi Elp o imieniu Elias na cześć ulubionego bohatera mangowego (który swoją drogą trochę go przypomina).
Elias jest pięknym ogierem achałtekińskim. Największym atutem rzeźby jest jej poza i wspaniała głowa pełna wyrazu. Oczywiście budowa również jest bardzo harmonijna i proporcjonalna. Model nie ma zbyt wielu małych detali, ale jestem pewna, że gdy przyjedzie do mnie z powrotem w nowej (ciemnej) maści, zastanę ich znacznie więcej ;)
Wtedy również obiecuję zrobić opis rasy achałtekińskiej i tradycyjnie jakąś opowieść związaną z tą wspaniałą figurą. Przy okazji więcej zdjęć szczegółowych.
Zdjęcia z pewnego magicznego miejsca na Mazurach, o którym będzie osobny post :)
Pozwólcie, że najpierw napiszę najważniejsze informacje o kucach walijskich, aby dopełnić opis tego przepięknego modelu.
Pierwsze wzmianki o hodowli walijskich kuców górskich pochodzą z XVIII wieku. Kuce te wywodzą się z Walii, rasa była stopniowo poprawiana poprzez dodawanie domieszek krwi koni arabskich oraz pełnej krwi angielskiej.
http://www.naszszczecin.pl/files/pict/2011-04-26/szczecin-kuc-walijski-sekcji-b---turninas-gismore-2zYzNjY2Mz_o.jpg
Księga stadna założona w 1902 r. podzieliła rasę na 4 sekcje. Do sekcji A
należą walijskie kuce górskie, uważane za pogłowie wyjściowe dla
pozostałych sekcji. Do sekcji B wpisane są kuce walijskie wierzchowe (kuc walijski), do sekcji C kuce walijskie zaprzęgowe (kuc walijski typu zaprzęgowego), a do sekcji D Welsh Coby powyżej 152m w kłębie (cob walijski).
Moja żywica to przedstawicielka sekcji B, która ma w sobie sporą domieszkę krwi folblutów. Konie osiągają do 134 cm w kłębie, ich umaszczenie może być dowolne,jedynie nie toleruje się maści srokatej. Kuce te mają małe suche głowy o wielkich oczach, elegancka postawę, pięknie zbudowane nogi, wysoko osadzony ogon - bardzo orientalną i harmonijną budowę. Są niezwykle wytrzymałe, odważne i przyjazne, świetnie odnajdują się w takiej konkurencji, jak skoki przez przeszkody.
http://ogloszenia.re-volta.pl/img/foto_konie/duze/71230.jpg
Na tych zdjęciach już moja kucynka (swoją drogą wygląda niemal jak żywa)
Nadałam jej imię Chise, znowu na cześć ulubionej bohaterki z książki. Pierwsze moje wrażenie, gdy otworzyłam pudło - przecież ona wygląda zupełnie jak miniaturowy żywy koń *.* Zarówno rzeźba, prepping jak i malowanie sprawiają ,że ten model to prawdziwe małe dzieło sztuki.
Zacznę od rzeźby... Jak zwykle pani Eberl wykonała solidną i profesjonalną pracę. Nigdy się jeszcze nie zawiodłam na żadnym z jej modeli. Klacz ma idealne proporcje, bardzo harmonijną budowę, pięknie zbudowane nogi. Zarys mięśni jest dość wyraźny, ale nie przesadzony. Delikatne szczotki pęcinowe, grzywa zarzucona na dwie strony, kasztany, cudowny pyszczek pełen szczegółów (zmarszczone chrapki, włochate uszka...). Jedyny mankament to brak strzałek, ale nie przeszkadza mi to ani trochę.
Teraz przyszłą kolej na prepping i malowanie. Model ten był pierwszą żywicą Trad, którą kiedykolwiek zpreppingował artysta z Dark Pegasus Studio... Ale mimo tego wyszło mu to znakomicie! Figurka jest gładka, nie ma żadnych bardziej widocznych i wyczuwalnych wgłębień czy nadlewek. Wielki szacunek, prepping zdecydowanie nie jest łatwą rzeczą. Jeśli pierwszy model wyszedł tak dobrze, następne będą tylko lepsze.
Chise jest ciemnogniada z delikatnymi jabłkami i odmianami. Cieniowanie i jabłuszka są wykonane po mistrzowsku, niestety moje zdjęcia nie oddają nawet połowy tego piękna, jakie prezentuje sobą klacz. Oczy, kopyta, uszy - to wszystko jest pomalowane niezwykle realistycznie, że niemal ma się wrażenie, że kuc za chwilę ucieknie z półki na trawiastą łąkę.
Wspominałam już, że absolutnie uwielbiam każdą pracę tego customizera? :D
Jeśli ktokolwiek z Was waha się nad kupnem ARki - kupujcie. Myślę, że warto kupić mniej modeli OF, a w zamian zdobyć prawdziwą żywiczną perłę do kolekcji. Materiał naprawdę sporo zmienia.
W następnej notce LBA i kilka innych niespodzianek :)
Zostawiam Was ze zdjęciami z moich wakacyjnych terenów i lekkich treningów skokowych. (możecie ignorować moją twarz i beznadziejny półsiad)
Ach, jak ja kocham tą rudą klacz i jak ja kocham galopować razem z nią po pięknych mazurskich terenach <3 I jak ja kochaaam wakacje!
Pozdrawiam ciepło!
M.













































